Przeglądając strony internetowe różnych firm fotograficznych, bywając w różnych sklepach jesteśmy ciągle atakowani hasłami marketingowymi. A to widzimy że aparat ma super stabilizacje (pamiętacie jeszcze reklamę Panasonica?), a to superzoom, albo megapiksele w ilości wystarczającej dla całej rodziny. Tylko co przeciętny klient z tego rozumie? Co dla niego znaczy zoom x12? 10Mpix? Czym więcej cyferek to lepiej? NIE!

Do napisania tego posta skłonił mnie inny post na blogu znalezionym w sieci. Parokrotnie pisałem pogoni za wielkością matrycy, ale w powyższym tekście zostało opisane o wiele więcej. Został poruszony temat czułości samej matrycy i jego sztuczne podbijanie a następnie odszumianie sygnału. Błędne koło z korzyścią dla producenta (lepiej napisać ISO 3200 niż ISO 200), ale co na tym zyskuje użytkownik? Proszę samemu sobie odpowiedzieć (komentarze mile widziane).

Tak samo wygląda sprawa zoomów. Kto tak naprawdę wykorzysta zoomy 12x czy więcej? W typowej fotografii rodzinnej/wakacyjnej bardziej przydaje się szerokokątny obiekty. Dobry i do zdjęć w domu podczas urodzin, czy też w plenerze gdzie zależy nam na widokach z wakacji. Superzoom przyda się przy fotografii makro, gdy fotografujemy szczegóły architektury. Ile takich fotografii wykonujemy tak naprawdę? Odpowiedź “kilka” i tak będzie przeważnie zawyżona.

Zastanawiam się dlaczego producenci na opakowaniach i w reklamach nie chwalą się np. jasnością obiektywów? Odpowiedź jest dość prosta. Ekonomia. Jasne i dobre obiektywy są drogie. O wiele łatwiej wyprodukować zoom o świetle f6 i więcej niż obiektywy o świetle poniżej f2.8. Przy kompaktach dochodzi jeszcze problem faktycznej rozdzielczości optyki, która jak wiadomo musi zmieścić się w ciągle zmniejszających się korpusach, ale o tym też już pisałem i dla tych co nie czytali to polecam przeczytać - pogoń za wielkością matrycy.



Zostaw komentarz